Info

Osiem rzeczy, których warto wymagać od każdej strony firmowej

Dwie strony internetowe mogą wyglądać niemal tak samo, a działać zupełnie inaczej. Pierwsza otwiera się od razu, jest wygodna na telefonie i regularnie przynosi zapytania. Druga ładuje się kilka sekund, czasem gubi wiadomości z formularza, a w firmie nikt nie wie, ile osób ją odwiedza. Różnicy nie widać w projekcie graficznym, wychodzi dopiero po kilku miesiącach. Poniżej opisuję osiem elementów, które powinny być standardem każdej strony firmowej, niezależnie od branży i budżetu. Przy każdym podaję, dlaczego ma znaczenie, jak samodzielnie sprawdzić, czy został zrobiony, i co warto zapisać w umowie z wykonawcą.

Wygoda na telefonie i szybkość ładowania

Większość osób ogląda strony firm lokalnych na telefonie, często w drodze i przy słabym zasięgu. Projekt powinien więc zaczynać się od małego ekranu. Tekst ma być czytelny bez powiększania, przyciski na tyle duże, żeby trafić w nie kciukiem, a numer telefonu klikalny.

Z wygodą łączy się szybkość. Zdjęcia powinny być zapisane w lekkich formatach (WebP lub AVIF) i wysyłane w rozmiarze dopasowanym do ekranu. Szybkość łatwo sprawdzić samemu w bezpłatnym narzędziu Google PageSpeed Insights. Warto patrzeć przede wszystkim na wynik dla urządzeń mobilnych i na trzy wskaźniki Core Web Vitals. Google uznaje za dobre wartości poniżej 2,5 sekundy dla wyświetlenia największego elementu (LCP), poniżej 200 milisekund dla reakcji na kliknięcie (INP) i poniżej 0,1 dla przesunięć układu (CLS). Warto też otworzyć stronę na zwykłym telefonie poza biurowym Wi-Fi i spróbować w minutę znaleźć cennik oraz zadzwonić do firmy. W umowie można wpisać docelowe wartości tych wskaźników dla strony głównej i kilku najważniejszych podstron.

Podstawy widoczności w wyszukiwarce

Fundament pozycjonowania powstaje razem ze stroną. Każda podstrona powinna mieć własny tytuł i opis widoczny w wynikach wyszukiwania, jeden nagłówek H1 i logiczny układ śródtytułów. Serwis potrzebuje mapy strony w formacie XML, poprawnego pliku robots.txt oraz przekierowań 301 ze starych adresów, jeśli zastępuje wcześniejszą wersję. Pominięcie przekierowań przy przebudowie to jeden z najczęstszych powodów, dla których firma po zmianie strony traci ruch z Google.

Dochodzą do tego dane strukturalne, czyli opis firmy zapisany w sposób zrozumiały dla wyszukiwarek (nazwa, adres, godziny otwarcia, usługi). Dla firm lokalnych ważna jest spójność nazwy, adresu i telefonu na stronie oraz w Profilu Firmy w Google. Bezpłatne narzędzie Google Search Console, które wykonawca powinien podpiąć do konta firmy, pokazuje, ile podstron jest zaindeksowanych i które mają błędy. Test wyników z elementami rozszerzonymi sprawdzi poprawność danych strukturalnych. Bez tych podstaw nawet dobre teksty i linki z innych serwisów dają słabszy efekt.

Dostępność dla osób z niepełnosprawnościami

Dostępna strona to taka, z której skorzysta osoba słabowidząca, niewidoma posługująca się czytnikiem ekranu albo ktoś, kto nie może używać myszki. Punktem odniesienia są wytyczne WCAG na poziomie AA. W praktyce oznacza to wystarczający kontrast tekstu i tła, możliwość przejścia całej strony klawiaturą z widocznym zaznaczeniem aktywnego elementu, opisy alternatywne zdjęć, etykiety pól formularza i napisy w filmach.

Podmioty publiczne mają taki obowiązek od 2019 roku na podstawie ustawy o dostępności cyfrowej. Od 28 czerwca 2025 roku wymagania dostępności obejmują także część usług komercyjnych, między innymi handel elektroniczny i usługi bankowe, na mocy ustawy wdrażającej Europejski akt o dostępności. Mikroprzedsiębiorstwa świadczące usługi są z tych wymogów w dużej mierze zwolnione, dlatego o obowiązkach konkretnej firmy warto porozmawiać z prawnikiem.

Prosty test zrobi każdy. Wystarczy odłożyć myszkę i spróbować samym klawiszem Tab dojść do formularza kontaktowego, wypełnić go i wysłać. Bezpłatne narzędzia, takie jak WAVE albo Lighthouse wbudowany w przeglądarkę Chrome, wskażą brakujące opisy zdjęć i zbyt słaby kontrast. W umowie warto zapisać zgodność z WCAG 2.1 na poziomie AA, bo uwzględnienie dostępności w projekcie jest znacznie tańsze niż poprawki po audycie.

Pomiar od pierwszego dnia

Od dnia uruchomienia firma powinna wiedzieć, ile osób odwiedza serwis, skąd przychodzą i ile z nich wysyła zapytanie, dzwoni albo składa zamówienie. Do tego potrzebne jest narzędzie analityczne, najczęściej Google Analytics 4, oraz ustawione konwersje. Są to zdarzenia, które firma uznaje za wartościowe, na przykład wysłanie formularza, kliknięcie numeru telefonu lub adresu e-mail albo zakup. Poprawny pomiar pozwala też ocenić reklamy, bo wiadomo, która kampania przyniosła zapytania, a która same kliknięcia.

Sprawdzenie jest proste. Wystarczy poprosić o dostęp do konta analitycznego na firmowy adres e-mail, wysłać testowy formularz i po chwili odszukać to zdarzenie w raporcie czasu rzeczywistego. Konto analityczne i kontener Google Tag Manager powinny należeć do firmy, a wykonawca może mieć w nich nadane uprawnienia. Tak pracuje na przykład agencja PollyArt, która wpina analitykę i cele konwersji jeszcze przed startem strony. Jej ofertę znajdziesz na stronie https://pollyart.pl/projektowanie-stron-internetowych.

Zgodność z przepisami o prywatności

Każda strona z formularzem kontaktowym albo narzędziami analitycznymi przetwarza dane osobowe, więc podlega RODO. Potrzebna jest polityka prywatności napisana dla konkretnej firmy, z wymienionymi narzędziami, których strona naprawdę używa. Przy formularzu powinna się znaleźć krótka informacja, kto jest administratorem danych, w jakim celu je zbiera i gdzie można przeczytać więcej.

Pliki cookie i podobne technologie wymagają zgody użytkownika, poza niezbędnymi do działania strony. Baner zgód musi więc faktycznie blokować skrypty analityczne i marketingowe do chwili wyrażenia zgody, a odmowa powinna być równie łatwa jak akceptacja. Strony korzystające z reklam Google powinny dodatkowo przekazywać decyzję użytkownika przez Consent Mode w wersji drugiej, którego Google wymaga od reklamodawców kierujących reklamy do użytkowników w Europejskim Obszarze Gospodarczym.

Działanie banera można sprawdzić samemu w oknie prywatnym przeglądarki. Po otwarciu narzędzi deweloperskich (klawisz F12) w zakładce z plikami cookie przed kliknięciem zgody nie powinny pojawiać się ciasteczka marketingowe, na przykład te o nazwach zaczynających się od _fbp albo _gcl.

Samodzielna edycja treści i szkolenie

Firma powinna móc sama zmienić numer telefonu, dodać aktualność, podmienić zdjęcie czy poprawić opis usługi. Panel administracyjny musi być na tyle prosty, żeby poradziła sobie z nim osoba bez wiedzy technicznej. Każdy pracownik powinien mieć własne konto z uprawnieniami dopasowanymi do zadań, zamiast jednego wspólnego loginu przesyłanego mailem.

Równie ważne jest szkolenie. Krótki pokaz obsługi w dniu przekazania strony, najlepiej nagrany, pozwala wrócić do instrukcji po kilku miesiącach albo przekazać ją nowej osobie w zespole. Po szkoleniu warto bez pomocy wykonawcy dodać aktualność ze zdjęciem i zmienić godziny otwarcia. Jeśli zajmuje to więcej niż kilkanaście minut, panel jest za trudny. Nieaktualna oferta i ostatni wpis sprzed trzech lat podważają zaufanie bardziej niż przestarzały wygląd. W umowie warto wpisać szkolenie i instrukcję obsługi jako część zamówienia.

Prawa autorskie i dostępy po stronie firmy

Zapłata za stronę nie oznacza automatycznie, że firma jest jej właścicielem. Decyduje umowa. Według polskiego prawa autorskiego przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga formy pisemnej pod rygorem nieważności i obejmuje tylko pola eksploatacji wymienione w umowie. Przed podpisaniem warto sprawdzić, czy umowa obejmuje kilka konkretnych punktów.

  • przeniesienie autorskich praw majątkowych do projektu graficznego, tekstów i kodu z wyliczonymi polami eksploatacji
  • prawo do wprowadzania zmian w stronie i zlecania ich innym wykonawcom
  • rejestrację domeny na firmę, a nie na osobę lub firmę wykonawcy
  • przekazanie kompletu dostępów do panelu, serwera, bazy danych i kont analitycznych
  • informację o licencjach na płatne wtyczki, motywy i zdjęcia oraz o tym, kto je opłaca

Dzięki takim zapisom zmiana wykonawcy sprowadza się do przekazania dostępów. Bez nich firma bywa zakładnikiem jednego dostawcy. Nie może przenieść serwisu, a czasem ma kłopot nawet z odzyskaniem własnej domeny.

Opieka po uruchomieniu

Strona wymaga stałej obsługi, podobnie jak samochód wymaga przeglądów. System zarządzania treścią, wtyczki i motyw trzeba regularnie aktualizować, bo w starszych wersjach odkrywane są luki, które automatyczne skrypty wykorzystują masowo. Kopie zapasowe plików i bazy danych powinny wykonywać się automatycznie i trafiać poza serwer strony. Certyfikat SSL i domena muszą być odnawiane w terminie, bo wygaśnięcie któregoś z nich wyłącza stronę albo straszy odwiedzających ostrzeżeniem przeglądarki.

Warto też co jakiś czas wysłać testową wiadomość przez formularz. Zmiana ustawień poczty albo serwera potrafi po cichu przerwać dostarczanie zapytań, a firma dowiaduje się o tym po tygodniach. Przed startem dobrze ustalić na piśmie, kto odpowiada za aktualizacje i kopie, jak często są wykonywane, w jakim czasie wykonawca reaguje na awarię i ile kosztuje opieka w skali miesiąca.

Żadnej z tych ośmiu rzeczy nie widać na pierwszy rzut oka, a razem decydują o tym, czy strona zarabia na siebie. Przy zamawianiu nowego serwisu warto przejść tę listę z wykonawcą punkt po punkcie i poprosić o wpisanie ustaleń do umowy lub specyfikacji. Przy ocenie działającej strony telefon, PageSpeed Insights, klawisz Tab, okno prywatne przeglądarki i testowy formularz pokażą, od czego zacząć poprawki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *